Niemieckie Imperium UE
- Adam Kłoszewski

- 7 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 6 dni temu
Niemcy nie zmienią się nigdy.

Ten tekst nie jest komentarzem. Nie jest analizą techniczną. Nie jest też głosem w „debacie”. Jest manifestem sprzeciwu wobec powrotu niemieckiej hegemonii w Europie – hegemonii ubranej w język procedur, prawa i fałszywej moralnej wyższości.
Europa nie ma prawa do niewinności. Zbyt wiele już widziała. Zbyt wiele razy słyszała, że „tym razem będzie inaczej”. Za każdym razem kończyło się to katastrofą.
Holokaust nie jest wyłącznie wydarzeniem historycznym. Jest normą graniczną cywilizacji. Jest dowodem, że państwo, które uzurpuje sobie prawo do porządkowania świata, zawsze prędzej czy później przekracza granicę zbrodni. Zagłada była efektem systemu: prawa, administracji, decyzji, hierarchii. Nie była chaosem wojny. Była racjonalnie zaprojektowanym procesem.
Dlatego każde współczesne niemieckie roszczenie do „odpowiedzialnego przywództwa” w Europie musi być oceniane w świetle tej właśnie historii. Prawo międzynarodowe po 1945 roku – Karta Narodów Zjednoczonych, konwencje o zapobieganiu ludobójstwu, system ochrony praw człowieka – powstało po to, aby żadne państwo nigdy więcej nie mogło uznać się za naturalnego zarządcę innych narodów.
Auschwitz-Birkenau było triumfem procedury nad sumieniem. Wszystko odbywało się zgodnie z regulaminem, harmonogramem, decyzją administracyjną. To dowód, że legalizm bez moralnych granic jest jedną z najgroźniejszych form zła.
Fetysz „praworządności”, oderwany od realnej równowagi sił, może stać się narzędziem opresji.
Prawo używane selektywnie – zawsze służy hegemonowi.
Zburzenie Warszawy po Powstaniu Warszawskim było zbrodnią o charakterze państwowym. Nie była to konsekwencja walk. Była to decyzja polityczna. Miasto zostało zniszczone, ponieważ odmówiło podporządkowania się.
W prawie międzynarodowym jest to klasyczny przykład zbiorowej represji. W logice imperialnej – normalna metoda zarządzania peryferiami.
Dzisiejsza Europa stosuje inne środki, ale ta sama logika pozostaje niezmienna. Odebranie państwom prawa weta w kluczowych obszarach jest faktyczną zmianą ustrojową. Jest naruszeniem zasady suwerennej równości państw, która stanowi fundament prawa międzynarodowego. Nie ma znaczenia, czy odbywa się to bez formalnej zmiany traktatów. Liczy się skutek: koncentracja władzy. A koncentracja władzy w Europie zawsze prowadziła do katastrofy.
Tak wygląda każde imperium na etapie konsolidacji. Niemcy i instytucje unijne chętnie używają argumentów historycznych do dyscyplinowania wybranych państw. Jednocześnie bez wahania współpracują gospodarczo z państwami, które po 1945 roku udzielały schronienia zbrodniarzom nazistowskim, jeśli tylko jest to opłacalne.
To nie jest zapomnienie. o świadomy wybór imperialny. Historia jest narzędziem, nie zobowiązaniem. Europa musi dziś dokonać wyboru. Albo pozostanie wspólnotą suwerennych państw, albo stanie się niemieckim projektem zarządzania kontynentem. Nie istnieje trzecia droga.
Każde imperium – nawet to zbudowane z regulacji i dyrektyw – kończy się buntem, rozpadem i konfliktem.
Ten tekst jest ostrzeżeniem. Nie emocjonalnym. Historycznym. Prawnym. Moralnym. Europa, która ignoruje Auschwitz i Warszawę, nie ma prawa pouczać kogokolwiek o wartościach. Europa, która pozwala na powrót niemieckiej hegemonii, zdradza własne fundamenty.
Imperializm nie znika. Zmienia tylko język. A historia – jeśli się ją lekceważy – zawsze wraca.
_________________________________________________________________
Jeżeli spodobał się Tobie ten artykuł, wesprzyj moją działalność wpłacając dowolną kwotę na rachunek bankowy Fundacji Adama Kłoszewskiego:
PL 46 1140 2004 0000 3902 8210 9529





Komentarze