top of page

Niemcy znów biją Polaków

Zaktualizowano: 6 godzin temu

Czy jest to preludium do kolejnego niemieckiego mordowania Żydów?

Berlin znów znalazł się w centrum polsko-niemieckiego sporu o pamięć, godność i granice państwowej przemocy. Tym razem nie chodzi o akademicką debatę, uchwałę, przemówienie czy dyplomatyczną formułkę o „trudnej historii”. Chodzi o konkretny obraz: Polacy, krzyż, miejsce pamięci, niemiecka policja, bicie Polaków, kajdanki i zatrzymania.
Niemcy znów biją Polaków

Berlin znów znalazł się w centrum polsko-niemieckiego sporu o pamięć, godność i granice państwowej przemocy. Tym razem nie chodzi o akademicką debatę, uchwałę, przemówienie czy dyplomatyczną formułkę o „trudnej historii”. Chodzi o konkretny obraz: Polacy, krzyż, miejsce pamięci, niemiecka policja, bicie Polaków, kajdanki i zatrzymania.


Niemieccy policjanci urządzili pokaz niemieckiej nazistowskiej przemocy wobec Polaków w miejscu, które powinno wymagać od Niemiec szczególnej pokory. Obraz Polaków powalanych i bitych przez niemieckich funkcjonariuszy w pobliżu miejsca upamiętnienia ofiar lat 1939–1945 jest sygnałem alarmowym przed odradzającym się niemieckim nazizmem. Co jest następstwem renesansu banderyzmu na Ukrainie.


Do incydentu doszło 16 czerwca 2026 r. w Berlinie, w rejonie Reichstagu i Tiergarten, niedaleko tymczasowego miejsca pamięci poświęconego polskim ofiarom II wojny światowej i niemieckiej okupacji. Grupa związana z Ruchem Obrony Granic Roberta Bąkiewicza zamierzała oddać hołd Polakom pomordowanym przez nazistowskie Niemcy. Chciała dojść z dużym drewnianym krzyżem oraz tablicami do Gedenkort für Polen 1939–1945 przy Heinrich-von-Gagern-Straße.


Według relacji powołujących się na berlińską policję grupa liczyła około 15 osób. Funkcjonariusze uznali, że wspólne przejście z krzyżem i transparentami ma charakter przemarszu, którego nie dopuszczono. Przez tłumacza miała zostać zaproponowana alternatywa: zgromadzenie stacjonarne albo indywidualne dojście do miejsca pamięci. Gdy grupa ruszyła dalej, policja czasowo zatrzymała sześć osób i zastosowała środki przymusu. Zatrzymani zostali później zwolnieni.


To jest wersja policyjna. Druga wersja — przedstawiana przez uczestników i część polskich mediów — jest znacznie bardziej dramatyczna. Według tych relacji Polacy chcieli się pomodlić, postawić krzyż i przypomnieć o niemieckich nazistowskich zbrodniach na obywatelach II Rzeczypospolitej. Robert Bąkiewicz i osoby z jego otoczenia zarzucają niemieckiej policji brutalność, bezprawne zatrzymanie i potraktowanie uczestników jak przestępców. W przestrzeni publicznej pojawiły się nagrania pokazujące sceny rodem z III Rzeszy Niemieckiej: brutalną siłową interwencję i zakucie uczestników w kajdanki.


Na tym etapie nie wolno udawać, że wszystkie okoliczności są już wyjaśnione. Nie są. Potrzebne są pełne nagrania, dokumentacja policyjna, ewentualna dokumentacja medyczna, notatki służbowe, podstawa prawna zakazu przemarszu, informacja o zabezpieczeniu krzyża i tablic oraz oficjalne stanowisko polskiego konsulatu po zakończeniu czynności wyjaśniających.

Ale jedno można powiedzieć już dziś: nie da się sprowadzić tej sprawy do suchego komunikatu o „niezgłoszonym przemarszu”.


Miejsce, które Niemcy powinni traktować z drżeniem rąk

Tymczasowy Gedenkort für Polen 1939–1945 nie jest przypadkowym punktem na mapie Berlina. To miejsce poświęcone polskim ofiarom niemieckiego narodowego socjalizmu, niemieckiej okupacji i niemieckiego terroru w Polsce. Znajduje się w przestrzeni o potężnym znaczeniu symbolicznym — w rejonie dawnej Kroll-Oper, gdzie Adolf Hitler 1 września 1939 r. przemawiał po agresji Niemiec na Polskę.


To właśnie od ataku na Polskę rozpoczął się najstraszniejszy rozdział XX wieku. Najpierw była niemiecka agresja na państwo polskie. Potem okupacja. Potem terror. Potem egzekucje, łapanki, obozy, zbrodnie na ludności cywilnej, niszczenie polskich elit, mordowanie duchowieństwa, nauczycieli, urzędników, oficerów, ziemian, inteligencji i zwykłych rodzin. Wreszcie — w rzeczywistości okupowanej Europy — niemieckie państwo stworzyło machinę przemysłowej eksterminacji Żydów oraz milionów innych ofiar.


Dlatego gdy niemiecka policja używa siły wobec Polaków niosących krzyż w pobliżu miejsca pamięci polskich ofiar niemieckiej okupacji, nie jest to zwykły incydent porządkowy. To scena obciążona historią.


Można nie zgadzać się z Robertem Bąkiewiczem. Można krytykować Ruch Obrony Granic. Można uważać, że akcja była polityczna, prowokacyjna albo niepotrzebnie konfrontacyjna. Ale nie można udawać, że prawa obywatelskie przestają istnieć dlatego, że ktoś nie lubi uczestników zgromadzenia. W państwie prawa policja nie działa po to, żeby rozstrzygać, czyja pamięć jest wygodna politycznie. Policja działa po to, żeby chronić porządek publiczny, ale także wolność zgromadzeń, wolność wyrażania poglądów, wolność sumienia i prawo do upamiętnienia ofiar. Trudno jednak wymagać cywilizowanego zachowania od przedstawicieli narodu, który kilkadziesiąt lat wcześniej podpalił Europę, dopuścił się aktu ludobójstwa Polaków i holokaustu na Żydach.


Formalne przepisy to jedno. Proporcjonalność to drugie

Niemieckie przepisy dotyczące zgromadzeń przewidują obowiązek zgłoszenia zgromadzeń i przemarszów pod gołym niebem. W rejonie Bundestagu dochodzi dodatkowo szczególna regulacja dotycząca tzw. obszaru chronionego wokół organów konstytucyjnych. Z tej perspektywy berlińska policja może twierdzić, że miała podstawę do uznania wspólnego przejścia z krzyżem i transparentami za przemarsz wymagający wcześniejszego zgłoszenia.

Tyle że pytanie prawne nie kończy się na słowie „przepisy”.


W demokratycznym państwie prawa liczy się także proporcjonalność. Nawet jeżeli policja uznała, że doszło do naruszenia wymogów formalnych, musi wykazać, że jej działania były konieczne, adekwatne i możliwie najmniej dolegliwe. Czy naprawdę nie można było dopuścić krótkiego aktu pamięci? Czy naprawdę nie można było wyznaczyć korytarza dojścia? Czy naprawdę jedyną odpowiedzią na krzyż i tablice było zatrzymanie ludzi i kajdanki?


Jeżeli niemiecka policja miała do czynienia z agresywnym tłumem stwarzającym realne zagrożenie, niech to wykaże. Jeżeli funkcjonariusze działali w obronie bezpieczeństwa Bundestagu, niech pokażą konkretną podstawę faktyczną. Jeżeli uczestnicy naruszyli przepisy, niech zostanie wskazane dokładnie, jakie przepisy, kto je naruszył i w jaki sposób.


Ale jeżeli było inaczej — jeżeli kilkunastoosobowa grupa Polaków została potraktowana siłowo tylko dlatego, że są Polakami - członkami Narodu mordowanego w XX wieku przez Niemców - i chciała przejść z krzyżem pod miejsce pamięci polskich ofiar — to Berlin ma problem znacznie większy niż jeden incydent policyjny.


Czy w Berlinie obudził się nazistowski Duch Narodu?

W tej sprawie trzeba zadać pytanie najbardziej niewygodne, nawet jeśli część niemieckiej opinii publicznej uzna je za zbyt ostre: czy działania berlińskiej policji wobec Polaków niosących krzyż pod miejsce pamięci polskich ofiar niemieckiej okupacji są jedynie incydentem administracyjno-policyjnym, czy objawem czegoś głębszego — niebezpiecznego odradzania się w RFN państwowej buty, historycznej ślepoty i instytucjonalnej pogardy wobec narodów, które w XX wieku padły ofiarą niemieckiej przemocy?


To pytanie nie jest przypadkowe. W XX wieku niemiecka machina przemocy nie zaczęła się od komór gazowych. Zanim świat zobaczył przemysłową eksterminację Żydów, zanim niemieckie państwo uruchomiło obozy zagłady, deportacje i masowy mord, najpierw była agresja na Polskę. Najpierw było złamanie państwa polskiego. Najpierw był terror wobec polskiej ludności cywilnej. Najpierw była próba zniszczenia narodu polskiego jako wspólnoty politycznej, kulturowej i społecznej.


Dopiero na gruzach podbitej Polski i okupowanej Europy niemiecki totalitaryzm rozwinął pełną skalę zbrodni, której jednym z najstraszniejszych wymiarów była maszynowa eksterminacja Żydów. Tego nie wolno banalizować. Holokaust był zbrodnią wyjątkową w swojej skali, mechanice i celu. Właśnie dlatego nie wolno używać tego słowa lekkomyślnie.


Ale właśnie dlatego trzeba zadawać pytania wtedy, gdy niemiecki aparat państwowy używa siły wobec ludzi upominających się o pamięć ofiar. Nie po to, żeby ogłaszać proste wyroki. Po to, żeby nie pozwolić na obojętność.


Czy interwencja berlińskiej policji dowodzi odrodzenia się nazizmu w RFN? Nie ma dziś podstaw, by stawiać taką tezę jako fakt. Ale czy taki obraz — Polacy, krzyż, miejsce pamięci, niemieckie kajdanki — nie daje prawa do postawienia dramatycznego pytania o kierunek, w którym idzie niemiecka wrażliwość historyczna? Oczywiście, że daje.


Czy jest to preludium do nowego Holokaustu na Żydach? Takiego twierdzenia nie wolno rzucać bez dowodów. Ale wolno, a nawet trzeba zapytać, czy państwo niemieckie naprawdę rozumie, że każdy akt siły wobec pamięci narodów skrzywdzonych przez niemiecki totalitaryzm powinien być oceniany w świetle historii, która rozpoczęła się od pogardy, zakazów, przemocy, policyjnego przymusu i administracyjnego odczłowieczenia.


To nie jest oskarżenie rzucone dla efektu. To ostrzeżenie. Historia nie wraca nagle w pełnym mundurze. Wraca najpierw jako obojętność. Jako urzędniczy chłód. Jako „tylko wykonywaliśmy przepisy”. Jako brak wrażliwości na symbol. Jako policjant, który nie rozumie, że krzyż niesiony przez Polaków pod miejsce pamięci ofiar niemieckiej okupacji nie jest zwykłym rekwizytem demonstracyjnym.


Berlin musi odpowiedzieć: kto podjął decyzję?

Najważniejsze pytanie brzmi:

  • kto konkretnie podjął decyzję o zakazie przejścia z krzyżem do miejsca pamięci?

  • Czy była to decyzja dowódcy operacji?

  • Czy konsultowano ją z wyższymi przełożonymi?

  • Czy niemieckie służby wiedziały, że chodzi o polskie miejsce pamięci?

  • Czy ktokolwiek w strukturach berlińskiej policji zadał sobie pytanie o historyczną wagę tej sytuacji?


Polska opinia publiczna ma prawo wiedzieć, czy funkcjonariusze zostali przeszkoleni w zakresie historycznego znaczenia tego miejsca. Ma prawo wiedzieć, czy policja przeanalizowała możliwość zastosowania środków łagodniejszych. Ma prawo wiedzieć, czy krzyż i tablice zostały odebrane, zabezpieczone lub zniszczone. Ma prawo wiedzieć, czy uczestnikom zapewniono pomoc konsularną. Ma prawo wiedzieć, czy wobec zatrzymanych użyto siły fizycznej, chwytów obezwładniających, kajdanek, docisku do ziemi, transportu do radiowozu, izolacji albo innych środków przymusu.


To nie są pytania polityczne. To są pytania o odradzanie się niemieckiego nazizmu.


Polska dyplomacja nie może chować się za formułkami

Polskie MSZ poinformowało, że konsul w Berlinie ustala okoliczności zdarzenia i powody zatrzymania. To dobrze, ale to absolutne minimum. W sprawie, która dotyczy Polaków zatrzymanych przez niemiecką policję w pobliżu miejsca pamięci polskich ofiar niemieckiej okupacji, polskie państwo powinno działać stanowczo.


Nie wystarczy powiedzieć: „sprawa jest wyjaśniana”. Trzeba zażądać pełnej dokumentacji. Trzeba zapytać o podstawę prawną. Trzeba ustalić, czy doszło do naruszenia praw obywateli polskich. Trzeba sprawdzić, czy uczestnicy mieli kontakt z konsulem i czy ktoś doznał obrażeń. Trzeba ustalić, czy działania policji były proporcjonalne.


Polska dyplomacja nie jest od komentowania tweetów. Jest od obrony obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, zwłaszcza wtedy, gdy sprawa dotyczy symbolicznego miejsca polskiej martyrologii.


Jeżeli polskie władze będą w tej sprawie milczeć albo chować się za językiem dyplomatycznej poprawności, wyślą do Berlina fatalny sygnał: że z polską pamięcią można robić, co się chce, byle potem wydać komunikat o „aryjskich czynnościach wyjaśniających”.


Niemcy mają obowiązek szczególnej pokory

RFN lubi mówić o kulturze pamięci. Niemieckie instytucje chętnie pouczają inne narody o demokracji, praworządności, tolerancji i rozliczeniu z przeszłością. Ale prawdziwy test kultury pamięci nie polega na eleganckich przemówieniach, rocznicowych wieńcach i akademiach z udziałem ministrów. Prawdziwy test przychodzi wtedy, gdy pojawia się niewygodna grupa ludzi, niewygodne hasła, niewygodny krzyż i niewygodna pamięć.


Jeżeli niemiecka policja potrafi chronić tysiące demonstracji w Berlinie, powinna tym bardziej potrafić umożliwić kilkunastu Polakom godne przejście do miejsca pamięci polskich ofiar. Jeżeli niemieckie państwo potrafi organizować uroczystości o własnej odpowiedzialności za wojnę, powinno potrafić powstrzymać własnych funkcjonariuszy przed obrazami, które w polskiej świadomości historycznej brzmią jak ponury powrót dawnych skojarzeń.


Niemcy nie mają prawa wymagać od Polaków, by ci milczeli o krzywdzie. Nie mają prawa decydować, jaka forma polskiej pamięci jest dla nich wygodna. Nie mają prawa traktować polskiego krzyża jak zakłócenia porządku publicznego, jeśli nie wykażą realnej, konkretnej i poważnej podstawy prawnej oraz faktycznej.


Bąkiewicz nie jest tu najważniejszy. Najważniejsza jest zasada

Ta sprawa nie powinna zostać sprowadzona do pytania, kto lubi albo nie lubi Roberta Bąkiewicza. To byłby błąd. Dziś chodzi o coś większego niż jedna osoba i jeden ruch polityczny.


Chodzi o pytanie, czy polscy obywatele mają prawo w Berlinie czuć się bezpiecznie i upominać się o pamięć polskich ofiar niemieckiej okupacji. Chodzi o pytanie, czy niemiecka policja potrafi zachować proporcjonalność w sprawach obciążonych historią. Chodzi o pytanie, czy polskie państwo będzie broniło swoich obywateli także wtedy, gdy nie podziela ich poglądów politycznych.


Prawa obywatelskie nie są nagrodą za umiarkowane poglądy. Wolność zgromadzeń nie przysługuje tylko ludziom lubianym przez media głównego nurtu. Prawo do pamięci nie zależy od tego, czy ktoś mieści się w estetyce liberalnych elit Berlina.


Jeżeli państwo prawa ma coś znaczyć, musi chronić także tych, którzy są kontrowersyjni.


Pytania dziennikarskie do berlińskiej policji

Adresat: Polizei Berlin, Pressestelle

  1. Na jakiej dokładnie podstawie prawnej berlińska policja zakazała grupie obywateli polskich wspólnego przejścia z krzyżem do Gedenkort für Polen 1939–1945 przy Heinrich-von-Gagern-Straße?

  2. Czy policja uznała to działanie za zgromadzenie, przemarsz, naruszenie obszaru chronionego przy Bundestagu, czy inną kategorię prawną?

  3. Czy wobec uczestników wydano formalną decyzję, polecenie służbowe albo ustne zarządzenie? Jeżeli tak, kto je wydał i o której godzinie?

  4. Czy policja była świadoma, że celem grupy było dojście do miejsca pamięci polskich ofiar niemieckiej okupacji?

  5. Czy funkcjonariusze biorący udział w interwencji byli poinformowani o historycznym znaczeniu tego miejsca?

  6. Ilu funkcjonariuszy brało udział w zabezpieczeniu i interwencji?

  7. Ile radiowozów skierowano na miejsce?

  8. Ilu obywateli polskich zostało zatrzymanych lub czasowo pozbawionych wolności?

  9. Czy wobec zatrzymanych sporządzono protokoły zatrzymania lub inne dokumenty procesowe?

  10. Jakie konkretnie środki przymusu bezpośredniego zastosowano wobec uczestników?

  11. Czy wobec któregokolwiek z uczestników zastosowano kajdanki, docisk do ziemi, chwyty obezwładniające lub transport w radiowozie?

  12. Czy którykolwiek z uczestników zgłaszał obrażenia albo potrzebę pomocy medycznej?

  13. Czy na miejscu wezwano pomoc medyczną?

  14. Czy policja zabezpieczyła krzyż lub tablice niesione przez uczestników? Jeżeli tak, gdzie obecnie się znajdują?

  15. Czy policja prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawie proporcjonalności użycia siły?

  16. Czy nagrania z kamer policyjnych, kamer nasobnych lub monitoringu miejskiego zostały zabezpieczone?

  17. Czy policja przekaże stronie polskiej pełną dokumentację czynności?

  18. Czy policja przeprosi obywateli polskich, jeżeli okaże się, że użycie siły było nieproporcjonalne?

  19. Czy wśród pobitych Polaków były również osoby wyznania mojżeszowego?


Pytania dziennikarskie do Senatsverwaltung für Inneres und Sport w Berlinie

Adresat: Senatsverwaltung für Inneres und Sport

  1. Czy berlińska administracja spraw wewnętrznych została poinformowana o incydencie z udziałem obywateli polskich przy Gedenkort für Polen 1939–1945?

  2. Czy senator spraw wewnętrznych Berlina zażądała od policji raportu z interwencji?

  3. Czy władze Berlina uważają za właściwe używanie kajdanek i środków przymusu wobec Polaków próbujących dojść z krzyżem do miejsca pamięci polskich ofiar niemieckiej okupacji?

  4. Czy władze Berlina widzą szczególne historyczne znaczenie tej sprawy?

  5. Czy władze Berlina zamierzają przeprosić stronę polską, jeśli okaże się, że interwencja była nieproporcjonalna?

  6. Czy funkcjonariusze berlińskiej policji są szkoleni w zakresie wrażliwości historycznej dotyczącej niemieckich zbrodni wobec Polaków i Żydów?

  7. Czy administracja Berlina podejmie działania, aby podobne sytuacje nie powtórzyły się w przyszłości?


Pytania dziennikarskie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP

Adresat: Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Biuro Rzecznika Prasowego

  1. Jakie dokładnie czynności podjął polski konsul w Berlinie po interwencji niemieckiej policji wobec obywateli polskich?

  2. Czy konsul rozmawiał bezpośrednio z zatrzymanymi obywatelami polskimi?

  3. Czy zatrzymani zgłaszali obrażenia lub potrzebę pomocy medycznej?

  4. Czy MSZ wystąpiło do władz niemieckich o pełną dokumentację interwencji?

  5. Czy MSZ otrzymało od niemieckiej policji podstawę prawną zatrzymań?

  6. Czy MSZ zamierza wystosować notę dyplomatyczną do władz RFN?

  7. Czy MSZ uznaje, że interwencja miała szczególnie wrażliwy charakter ze względu na miejsce pamięci polskich ofiar niemieckiej okupacji?

  8. Czy MSZ uważa za dopuszczalne użycie środków przymusu wobec obywateli polskich niosących krzyż do miejsca pamięci?

  9. Czy minister spraw zagranicznych zamierza publicznie zażądać od strony niemieckiej wyjaśnień?

  10. Czy MSZ monitoruje sytuację polskich miejsc pamięci w Niemczech pod kątem ograniczania dostępu obywatelom polskim?


Pytania dziennikarskie do Ambasady RP w Berlinie

Adresat: Ambasada RP w Berlinie

  1. Czy Ambasada RP w Berlinie została wcześniej poinformowana o planowanej akcji Ruchu Obrony Granic?

  2. O której godzinie polski konsul został poinformowany o interwencji niemieckiej policji?

  3. Czy przedstawiciel ambasady był obecny na miejscu zdarzenia?

  4. Czy ambasada potwierdza liczbę zatrzymanych obywateli polskich?

  5. Czy ambasada uzyskała od niemieckiej policji informację o podstawie prawnej działań?

  6. Czy ambasada otrzymała skargi obywateli polskich dotyczące brutalności funkcjonariuszy?

  7. Czy ambasada wystąpiła o zabezpieczenie nagrań z interwencji?

  8. Czy ambasada będzie domagać się od władz Berlina wyjaśnień dotyczących potraktowania krzyża i tablic upamiętniających polskie ofiary?


Pytania dziennikarskie do Auswärtiges Amt

Adresat: Auswärtiges Amt, Pressereferat

  1. Czy niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zostało poinformowane o interwencji berlińskiej policji wobec obywateli polskich przy miejscu pamięci polskich ofiar niemieckiej okupacji?

  2. Czy rząd federalny RFN uważa, że niemieckie służby powinny zachowywać szczególną wrażliwość w miejscach upamiętniających ofiary niemieckiego narodowego socjalizmu?

  3. Czy rząd RFN zamierza przekazać stronie polskiej oficjalne wyjaśnienia?

  4. Czy rząd RFN uznaje, że obraz polskich obywateli skuwanych przez niemiecką policję przy miejscu pamięci ofiar niemieckiej okupacji może mieć poważne konsekwencje dla relacji polsko-niemieckich?

  5. Czy rząd RFN przeprosi stronę polską, jeżeli okaże się, że użycie środków przymusu było nieproporcjonalne?

  6. Czy niemieckie MSZ uważa, że prawo do upamiętniania polskich ofiar niemieckiej okupacji powinno być szczególnie chronione?


Pytania dziennikarskie do Bundestagu

Adresat: Deutscher Bundestag, Pressereferat

  1. Czy Bundestag został poinformowany o incydencie w pobliżu Gedenkort für Polen 1939–1945?

  2. Czy interwencja była uzasadniana przepisami dotyczącymi obszaru chronionego wokół Bundestagu?

  3. Czy tego dnia odbywały się posiedzenia Bundestagu lub komisji, które mogłyby zostać zakłócone przez kilkunastoosobową grupę z krzyżem?

  4. Czy Bundestag uważa, że działania wobec Polaków w pobliżu miejsca pamięci wymagają szczególnej oceny ze względu na niemiecką odpowiedzialność historyczną?

  5. Czy Bundestag zamierza zwrócić się do berlińskiej policji lub władz Berlina o wyjaśnienia?


W dniu 18 czerwca 2026 roku otrzymałem wymijającą w mojej ocenie poniższą odpowiedź z Bundestagu (przetłumaczona w google translator):


Szanowny Panie Kłoszewski, Dziękujemy za zapytanie. Biuro Prasowe Administracji Bundestagu nie jest jednak właściwym organem kontaktowym w tej sprawie. Właściwość Administracji Bundestagu kończy się na granicach budynków parlamentu. Na tym obszarze policja odpowiada za bezpieczeństwo i porządek publiczny w Bundestagu, zapewniając w ten sposób możliwość funkcjonowania parlamentu. Administracja Bundestagu nie ponosi odpowiedzialności za wydarzenia odbywające się poza budynkami parlamentu. W takich sprawach prosimy o kontakt z policją w Berlinie. Demonstracje w pobliżu siedzib organów konstytucyjnych mogą się odbywać, pod warunkiem spełnienia wymogów Ustawy o obszarach chronionych dla federalnych organów konstytucyjnych. Przepisy można znaleźć na stronie http://www.gesetze-im-internet.de/befbezg_2008/; organem udzielającym zezwolenia jest Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Za udzielanie zezwoleń na demonstracje w Berlinie odpowiada Berlińska Rada Zgromadzeń. Oto link: https://www.berlin.de/polizei/service/versammlung-anmelden/. Demonstracje w pobliżu siedzib organów konstytucyjnych mogą się odbywać, pod warunkiem spełnienia wymogów Ustawy o obszarach chronionych dla federalnych organów konstytucyjnych. Przepisy można znaleźć na stronie http://www.gesetze-im-internet.de/befbezg_2008/; organem upoważniającym jest Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Za udzielanie zezwoleń na demonstracje w Berlinie odpowiada Urząd Zgromadzenia Federalnego Berlina. Oto link: https://www.berlin.de/polizei/service/versammlung-anmelden/. Demonstracje w pobliżu siedzib organów konstytucyjnych mogą się odbywać, pod warunkiem spełnienia wymogów Ustawy o obszarach chronionych dla federalnych organów konstytucyjnych.


Z poważaniem,

Anna Rubinowicz-Gründler -- Dział Prasy i Komunikacji

Niemiecki Bundestag Platz der Republik 1

11011 Berlin

Tel. +49 30 227 35660 lub -37171


Twoje dane osobowe będą przetwarzane zgodnie z informacjami o ochronie danych dostępnymi na stronie https://www.bundestag.de/datenschutz


A Tu wydruk pełnej korespondencji:


Konkluzja: Berlin nie może milczeć

Ta sprawa nie zniknie tylko dlatego, że ktoś nazwie ją „incydentem”. Obraz Polaków zatrzymywanych przez niemiecką policję w pobliżu miejsca pamięci ofiar niemieckiej okupacji ma ciężar, którego nie da się wymazać komunikatem prasowym.


Berlin musi odpowiedzieć. Warszawa musi pytać. Polska opinia publiczna musi domagać się prawdy.


Nie chodzi o to, by bez dowodów ogłaszać odrodzenie nazizmu w RFN. Nie chodzi o to, by banalizować Holokaust przez pochopne porównania. Chodzi o coś równie ważnego: o prawo do historycznego alarmu wtedy, gdy państwo niemieckie w miejscu pamięci polskich ofiar odpowiada na krzyż, tablice i modlitwę policyjną siłą.


Jeżeli Niemcy naprawdę odrobiły lekcję z XX wieku, powinny to udowodnić nie przemówieniami, lecz działaniem: pełnym wyjaśnieniem sprawy, ujawnieniem podstaw prawnych, oceną proporcjonalności, zabezpieczeniem nagrań i — jeśli doszło do nadużycia — przeprosinami.


Bo pamięć nie jest własnością niemieckiej administracji. Pamięć o polskich ofiarach niemieckiego terroru należy także do Polaków. I żadne kajdanki tego nie zmienią.


Poniżej zamieszczam treść maili z pytaniami dziennikarskimi zadanymi przeze mnie w tej sprawie.



A poniżej kilka odpowiedzi...

________________________________________________________

Jeżeli niniejszy artykuł podoba się Tobie, wspomóż moje działania poprzez wpłatę dowolnej kwoty na rachunek bankowy Fundacji Adama Kłoszewskiego:

PL 46 1140 2004 0000 3902 8210 9529

Komentarze


Wspomóż moje działania poprzez wpłatę dowolnej kwoty na rachunek bankowy Fundacji Adama Kłoszewskiego: PL 46 1140 2004 0000 3902 8210 9529

Wpłać darowiznę przez PayPal
bottom of page